Pokolenie YouTube’a właśnie wygrało z Hollywood

Pokolenie YouTube'a właśnie wygrało z Hollywood

Przez lata Hollywood próbowało przekonać widzów, że przyszłość kina należy do coraz większych uniwersów, coraz droższych efektów specjalnych i kolejnych odsłon tych samych historii. Marvel, Star Wars, remake’i Disneya, sequele, prequele, rebooty i spin-offy miały być gwarancją bezpieczeństwa dla branży. Tymczasem właśnie wydarzyło się coś, co jeszcze kilka lat temu wydawałoby się niemożliwe. Pokolenie YouTube’a właśnie wygrało z Hollywood.


W amerykańskim box office dwa pierwsze miejsca zajęły niezależne horrory stworzone przez twórców wywodzących się z internetu. „Backrooms” Kane’a Parsonsa oraz „Obsession” Curry’ego Barkera nie tylko pokonały wielkie hollywoodzkie produkcje, ale zrobiły to dzięki publiczności, której branża od dawna nie potrafiła skutecznie przyciągnąć do kin: generacji Z. Według danych cytowanych przez media branżowe nawet 80 proc. widzów obu filmów stanowiły osoby poniżej 35 roku życia.

To nie jest zwykły sukces dwóch horrorów.

To może być sygnał początku nowej epoki.

KONIEC NOSTALGII JAKO GŁÓWNEGO PALIWA KULTURY

Przez ostatnie kilkanaście lat przemysł rozrywkowy funkcjonował w oparciu o jeden podstawowy mechanizm: sprzedawanie wspomnień.

Widzowie dostawali kolejne powroty do znanych marek, bohaterów i światów. Ekonomicznie miało to sens. Inwestowanie setek milionów dolarów w nowe pomysły wydawało się znacznie bardziej ryzykowne niż rozwijanie rozpoznawalnych franczyz.

Problem polega na tym, że pokolenie Z nie posiada emocjonalnego związku z wieloma ikonami popkultury, które przez dekady napędzały Hollywood.

Dla dzisiejszych dwudziestolatków Luke Skywalker nie jest figurą pokoleniowego mitu. Jest postacią należącą do kultury ich rodziców.

To subtelna, ale fundamentalna zmiana.

Kultura przez lata była projektowana przez ludzi wychowanych na telewizji i kinie. Dzisiejsi młodzi odbiorcy wychowali się już w zupełnie innym środowisku informacyjnym. Ich pierwszym ekranem był smartfon, a nie telewizor. Ich pierwszymi gwiazdami byli twórcy internetowi, a nie hollywoodzcy celebryci.

Nic więc dziwnego, że coraz częściej wybierają historie stworzone przez ludzi mówiących ich językiem.

HORROR STAŁ SIĘ JĘZYKIEM INTERNETU

Nieprzypadkowo rewolucja zaczyna się właśnie od horroru.

Od dziesięcioleci kino grozy było laboratorium nowych pomysłów. To właśnie w horrorze swoje kariery rozwijali James Cameron, Peter Jackson czy Francis Ford Coppola. Dzisiaj sytuacja wygląda podobnie, ale pojawiło się nowe środowisko twórcze: internet.

To właśnie tutaj, „Backrooms” rozpoczyna swoją genezę.

Powstało jako internetowa creepypasta, później funkcjonowało jako wiralowy projekt na YouTubie tworzony przez Kane’a Parsonsa, znanego jako Kane Pixels. Następnie przekształciło się w pełnoprawny film kinowy wyprodukowany przez A24. Co istotne, Parsons ma zaledwie 20 lat i właśnie został najmłodszym reżyserem w historii, którego film zadebiutował na pierwszym miejscu amerykańskiego box office.

To nie jest historia sukcesu jednego twórcy – to już dowód na zmianę źródeł kultury.

Jeszcze dekadę temu internet był miejscem, z którego Hollywood wyciągało memy i trendy marketingowe. Dzisiaj staje się przestrzenią, w której rodzą się pełnoprawne mitologie zdolne generować wielomilionowe przychody.

LIMINALNOŚĆ, NIEPOKÓJ I KRYZYS WSPÓŁCZESNOŚCI

Sukces „Backrooms” trudno zrozumieć bez zrozumienia zjawiska tzw. liminal spaces.

To estetyka pustych korytarzy, opuszczonych galerii handlowych, anonimowych biur czy przestrzeni wyglądających znajomo, ale jednocześnie niepokojąco obco.

Dla wielu przedstawicieli generacji Z obrazy te stały się współczesnym odpowiednikiem klasycznych potworów.

Nie dlatego, że są straszne same w sobie.

Dlatego, że symbolizują doświadczenie współczesnego życia:

  • Niepewność rynku pracy.
  • Kryzys mieszkaniowy.
  • Poczucie zawieszenia między dzieciństwem a dorosłością.
  • Permanentne życie online.

„Backrooms” wykorzystuje właśnie ten rodzaj lęku. Nie opiera się na klasycznych jumpscare’ach. Jego źródłem jest atmosfera zagubienia i dezorientacji, która przypomina doświadczenie funkcjonowania w świecie pełnym informacji, ale pozbawionym stabilnych punktów odniesienia – brzmi znajomo, prawda?

POKOLENIE TWÓRCÓW WYCHOWANYCH PRZEZ ALGORYTMY

Jeszcze ciekawsze od samych filmów jest pochodzenie ich autorów.

Kane Parsons, Curry Barker czy Mark Fischbach (znany jako Markiplier) nie przeszli klasycznej ścieżki hollywoodzkiej kariery. Nie kończyli prestiżowych szkół filmowych ani nie wspinali się latami po szczeblach branżowej hierarchii.

Ich szkołą był YouTube, codzienny kontakt z odbiorcami i ciągła analiza reakcji publiczności. W praktyce oznacza to, że twórcy ci posiadają coś, czego często brakuje dużym studiom: intuicyjne rozumienie współczesnej uwagi. Wiedzą, czego boją się młodzi ludzie i wiedzą, jakie tempo narracji odpowiada pokoleniu wychowanemu przez TikToka, YouTube Shorts i Twitcha.

Hollywood przez lata próbowało analizować młodych odbiorców za pomocą badań marketingowych. Internetowi twórcy po prostu z nimi dorastali.

A24 I NOWY MODEL KINA

Nieprzypadkowa jest także rola studia A24. W ostatniej dekadzie firma konsekwentnie budowała markę opartą na ryzyku twórczym i współpracy z autorami posiadającymi wyrazisty głos.

„Hereditary”, „Midsommar”, „Everything Everywhere All At Once”, a teraz „Backrooms” pokazują, że istnieje ogromna publiczność poszukująca czegoś więcej niż kolejnego produktu franczyzowego.

Sukces filmu Parsonsa może okazać się dla branży ważniejszy niż kolejne miliardowe widowisko. Koszt produkcji wyniósł około 10 milionów dolarów, a globalne otwarcie przyniosło około 118 milionów dolarów.

CO WYDARZY SIĘ DALEJ?

Najciekawsze pytanie nie brzmi, czy podobnych sukcesów będzie więcej. Najciekawsze pytanie brzmi, jak szybko wielkie studia zaczną kopiować ten model.

Hollywood wielokrotnie adaptowało oddolne trendy. Tak było z niezależnym kinem lat 90., tak było z superbohaterami, tak było ze streamingiem. Teraz przyszła kolej na twórców internetu.

Możliwe więc, że za kilka lat najważniejsi reżyserzy światowego kina nie będą absolwentami USC czy NYU.

Będą byłymi youtuberami.

A może właśnie obserwujemy moment, w którym granica między „internetowym twórcą” a „filmowcem” przestaje istnieć?

Jeżeli tak się stanie, sukces „Backrooms” nie będzie wspominany jako rekord box office, tylko zostanie wspominany jako moment, w którym pokolenie wychowane przez internet po raz pierwszy przejęło kontrolę nad wyobraźnią masowej kultury.


CZYTAJ INNE ARTYKUŁY:

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *